Przepustowość to maksymalna ilość danych, jaką łącze jest w stanie przesłać w jednostce czasu. Podaje się ją w megabitach na sekundę — Mb/s — i to ona odpowiada na pytanie „jak szybki jest mój internet”. Dobrym obrazem jest szerokość rury: im szersza, tym więcej wody przepłynie naraz.
Bity kontra bajty — najczęstsza pomyłka
Operator sprzedaje Ci megabity (Mb/s), a przeglądarka i menedżer pobierania pokazują megabajty (MB/s). Różnica to osiem razy. Łącze 300 Mb/s pobiera realnie około 37 MB/s, a nie 300. To nie oszustwo, tylko dwie różne jednostki — ale sklepy i reklamy chętnie na tym grają.
Przepustowość a rzeczywisty transfer
Deklarowana wartość to sufit, nie gwarancja. Realny transfer obniżają: narzuty protokołów (5-10%), Wi-Fi, słabe okablowanie i to, co robią inne urządzenia w domu. Router z portem Fast Ethernet 100 Mb/s zetnie gigabitowe łącze do stu megabitów, choćbyś płacił za tysiąc.
Ile realnie potrzebujesz
- Netflix/YouTube 4K: 25 Mb/s na strumień
- Wideokonferencja HD: 3-5 Mb/s w obie strony
- Gry online: zaskakująco mało, 3-10 Mb/s — tu liczy się ping, nie przepustowość
- Rodzina 4 osób, kilka telewizorów i konsola: 300-500 Mb/s z zapasem
- Ściąganie gier po 100 GB: im więcej, tym lepiej — 1 Gb/s zrobi to w ok. 15 minut
Na co uważać
Płacenie za 2 Gb/s ma sens tylko wtedy, gdy masz sprzęt, który to udźwignie: karty sieciowe 2.5GbE, kable co najmniej Cat 5e i router z odpowiednimi portami. Na typowym laptopie z gigabitowym portem nadwyżka przepada.
Pamiętaj też, że przepustowość dzieli się na pobieranie i wysyłanie — sprawdź w umowie oba kierunki, bo na łączach kablowych upload bywa dziesięć razy niższy niż download.