Mesh Wi-Fi to system złożony z kilku urządzeń, które razem tworzą jedną sieć bezprzewodową o jednej nazwie i jednym haśle. Zamiast walczyć z martwymi strefami przy pomocy wzmacniaczy, rozstawiasz po domu dwa lub trzy węzły i wszędzie masz przyzwoity sygnał — bez ręcznego przełączania się między sieciami.
Kluczowa różnica względem starych repeaterów jest właśnie w tej jedności. Repeater tworzył osobną sieć (często z dopiskiem _EXT), a telefon uparcie trzymał się starej, dopóki sygnał całkiem nie padł. W meshu węzły gadają ze sobą i wspólnie decydują, do którego z nich ma się przepiąć Twoje urządzenie — przełączenie jest płynne, rozmowa na Teamsach się nie urywa.
Kiedy mesh ma sens
- Mieszkanie powyżej 80-90 m², zwłaszcza rozciągnięte w długi korytarz.
- Dom piętrowy — sygnał przez strop traci najwięcej.
- Grube ściany: cegła pełna, żelbet, stare kamienice.
- Sprzęt na obrzeżach: kamery, garaż, taras, ogród.
Na co uważać: mesh bezprzewodowy używa jednego z pasm do komunikacji między węzłami, co potrafi obciąć prędkość mniej więcej o połowę na każdym „przeskoku”. Dlatego szukaj systemów tri-band, które mają oddzielne pasmo na tzw. backhaul, albo — jeśli masz taką możliwość — połącz węzły kablem Ethernet. Mesh po kablu to najlepsze z obu światów.
I najczęstszy błąd: mesh nie zwiększa prędkości Twojego internetu. Jeśli masz łącze 100 Mb/s, po rozstawieniu trzech punktów dalej będziesz miał 100 Mb/s — po prostu w większej liczbie miejsc. Gdy problemem jest tylko jeden pokój, tańszą i lepszą opcją bywa zwykły access point na kablu.