Zasilacz modularny (ang. fully modular) to taki, w którym wszystkie kable odpinasz od obudowy zasilacza — łącznie z tym najgrubszym, 24-pinowym do płyty głównej. Podpinasz tylko te wiązki, których faktycznie używasz, a resztę zostawiasz w pudełku.
Brzmi jak drobiazg, ale przy składaniu komputera robi realną różnicę. W zasilaczu niemodularnym wszystkie kable wychodzą na stałe, więc nawet jeśli nie masz napędu optycznego ani sześciu dysków, ich wtyczki i tak musisz gdzieś upchnąć. Zwykle lądują zwinięte w piwniczce obudowy albo za tacką płyty głównej, gdzie blokują przepływ powietrza i utrudniają zamknięcie bocznej ścianki.
Co realnie zyskujesz
- Porządek w obudowie — mniej plątaniny, łatwiejszy cable management.
- Lepszy airflow — powietrze od frontu dociera do podzespołów zamiast rozbijać się o zwój kabli.
- Prostszy serwis — wymiana zasilacza to odpięcie kilku wtyczek, a nie przewlekanie całej wiązki przez obudowę.
- Możliwość użycia kabli custom — kolorowe, w oplocie, pod wymiar.
Kompromisem jest zasilacz półmodularny: kable ATX i procesorowy na stałe, reszta odpinana. Kosztuje mniej, a w praktyce i tak zawsze podłączasz te dwa.
Na co uważać
Najważniejsza rzecz: nigdy nie używaj kabli od innego zasilacza, nawet jeśli wtyczka pasuje. Producenci różnie rozkładają piny po stronie zasilacza — podpięcie cudzego kabla potrafi wysłać 12 V tam, gdzie powinno być masa, i spalić dysk albo płytę. Wtyczki wyglądają identycznie, a układ styków bywa inny nawet między modelami tej samej marki.
Drugi drobiazg: gniazda modularne zajmują trochę miejsca, więc zasilacz modularny bywa nieco dłuższy. W kompaktowej obudowie SFF sprawdź maksymalną długość PSU podaną przez producenta obudowy.
Zobacz też: półmodularny zasilacz, standard ATX i złącze 12VHPWR.