Losowy odczyt (random read) to wydajność dysku przy wczytywaniu wielu drobnych porcji danych rozrzuconych po całym nośniku. Podaje się go w IOPS, czyli liczbie operacji na sekundę, zwykle dla bloków 4K — i to ten parametr, a nie efektowny transfer sekwencyjny, decyduje o tym, jak żwawo reaguje Twój komputer.
Dlaczego to on rządzi płynnością
Uruchomienie systemu, otwarcie przeglądarki czy wczytanie poziomu w grze to setki tysięcy maleńkich odczytów z różnych miejsc dysku. Nic tu nie leży jednym ciągiem. Dysk musi błyskawicznie skakać po adresach, a im więcej takich operacji obsłuży w sekundę, tym mniej czekasz.
Tu widać przepaść między technologiami. Dysk talerzowy wyciąga zaledwie 80-180 IOPS, bo głowica musi fizycznie przemieścić się nad właściwy sektor. SSD nie ma ruchomych części i nie zna pojęcia opóźnienia mechanicznego.
Wartości, na które warto patrzeć
- HDD —
~100 IOPS - SSD SATA —
80-100 tys. IOPS - NVMe PCIe 3.0 —
300-600 tys. IOPS - NVMe PCIe 4.0/5.0 —
700 tys. - 1,5 mln IOPS
Haczyk polega na tym, że producenci podają wynik przy wysokiej głębokości kolejki, zwykle QD32, czyli przy 32 równoległych żądaniach. Zwykły komputer domowy pracuje najczęściej przy QD1-QD4, a tam różnice między dyskami są dużo mniejsze. Dlatego NVMe z milionem IOPS na papierze nie sprawi, że Windows wystartuje pięć razy szybciej od modelu z połową tego wyniku.
Praktyczny wniosek: nie licytuj się o IOPS-y. Przy wyborze dysku systemowego ważniejsze jest to, czy w ogóle bierzesz SSD, czy ma DRAM albo HMB, oraz czy nie zapełnisz go powyżej 80 procent — zapchany dysk traci wydajność również w losowym odczycie.