Globalny rynek smartfonów w najgorszej kondycji od ponad dekady
Trzeci kwartał 2026 roku okazał się najsłabszym okresem dla globalnego rynku smartfonów od 2012 roku. Według wstępnych szacunków Counterpoint Research dostawy smartfonów na świecie spadły w okresie lipiec-wrzesień o 20 proc. rok do roku. To drugi kwartał z rzędu, w którym branża odczuwa pełne konsekwencje kryzysu na rynku pamięci.
Za załamaniem stoi przede wszystkim sytuacja na rynku komponentów. Niedobory pamięci DRAM i NAND (czyli pamięci operacyjnej i masowej stosowanej w smartfonach) wyraźnie podniosły koszty produkcji. Producenci zaczęli przerzucać te koszty na klientów, co przełożyło się na wzrost cen detalicznych smartfonów na świecie o około 20 proc. od początku 2026 roku.
Efekt jest przewidywalny: konsumenci odkładają zakupy. Jak zauważa Shilpi Jain, starsza analityczka Counterpoint Research, użytkownicy dłużej korzystają z posiadanych telefonów, częściej rozważają zakup urządzeń odnowionych i dokładniej sprawdzają, czy nowy sprzęt rzeczywiście oferuje wystarczająco dużo, żeby uzasadnić wydatek. Kryzys najmocniej uderza w tańsze modele, podczas gdy segment premium okazuje się bardziej odporny na podwyżki.
Samsung liderem, Apple z historycznym wynikiem
W trzecim kwartale 2026 roku Samsung utrzymał pozycję największego producenta smartfonów z 23-procentowym udziałem w globalnym rynku. Dostawy koreańskiej firmy spadły o 3 proc. rok do roku, co na tle konkurencji wygląda wręcz dobrze. Udział Samsunga w rynku wzrósł najsilniej spośród głównych graczy.
Firmie pomogły udany start sprzedaży składanych modeli Galaxy Z Fold8 oraz koncentracja na droższych urządzeniach, które pozwalają utrzymać przychody mimo spadku liczby wysyłanych sztuk. Stabilniejsza dostępność komponentów pomogła z kolei utrzymać dostawy popularnej serii Galaxy A na rynkach wschodzących.
Drugie miejsce zajął Apple z 22-procentowym udziałem w rynku. To pierwszy raz w historii, kiedy firma z Cupertino przekroczyła próg 20 proc. w trzecim kwartale roku. Mimo to dostawy Apple’a również spadły w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku.
Na wynik Apple’a wpłynął brak podstawowego modelu iPhone’a 18 w kwartale premierowym. Rok wcześniej firma wprowadziła na rynek pełną linię iPhone’ów 17, co generowało większe dostawy w pierwszych tygodniach. Tym razem mocniejszy debiut modeli iPhone 18 Pro, szczególnie w Chinach i Indiach, oraz utrzymujący się popyt na serię iPhone 17 częściowo zrekompensowały ten spadek. Apple również zaczął podnosić ceny urządzeń, choć zmiany objęły dopiero końcowe tygodnie kwartału, więc ich wpływ na wyniki całego okresu był ograniczony.
Chińscy producenci tracą grunt pod nogami
Znacznie trudniej miały się chińskie marki. Xiaomi odnotowało spadek dostaw o ponad 30 proc. rok do roku, a udział firmy w globalnym rynku skurczył się do 10 proc. Producent ograniczył obecność w najtańszych segmentach i na rynkach zagranicznych, gdzie sprzedaż przy rosnących kosztach komponentów przestała być rentowna.
Xiaomi próbuje jednak kompensować straty rozwojom oferty premium. Seria Xiaomi 18 i urządzenia składane spotykają się z pozytywnym odbiorem, a autorski układ XRING O3 ma pomóc firmie wyróżnić się w wyższych segmentach cenowych.
OPPO i vivo zanotowały spadki dostaw przekraczające 20 proc. OPPO zakończyło kwartał z 9-procentowym udziałem w rynku, vivo z wynikiem 8 proc. Obaj producenci podnieśli ceny urządzeń z niższej i średniej półki w reakcji na wzrost kosztów pamięci.
OPPO dodatkowo upraszcza strukturę swojej działalności i porządkuje nakładanie się ofert marek OPPO, realme oraz OnePlus. Celem jest zwiększenie efektywności kosztowej i przesunięcie zasobów w stronę produktów z wyższymi marżami. Z kolei vivo skupia się na kluczowych rynkach (Chiny i Indie), rozwijając zarówno budżetową serię Y, jak i droższe linie X, V i S. Problem w tym, że podwyżki cen wypchnęły część budżetowych modeli poza dotychczasowe przedziały cenowe, a braki magazynowe dodatkowo ograniczyły dostawy.
Co dalej z rynkiem smartfonów?
Prognozy na pozostałą część 2026 roku nie napawają optymizmem. Counterpoint Research przewiduje, że producenci będą dalej stawiać na rentowność zamiast na maksymalizowanie wolumenu dostaw. Oznacza to kontynuację ograniczeń produkcji, porządkowanie portfolio i większy nacisk na droższe modele.
Najtrudniejsza sytuacja czeka segment najtańszych smartfonów. Wyższe koszty komponentów coraz bardziej ograniczają możliwości oferowania tanich urządzeń, a podwyżki utrudniają klientom wymianę sprzętu. Producenci stają przed wyborem: utrzymać dotychczasowe ceny kosztem marż albo je podnosić i ryzykować dalszy spadek sprzedaży. To może prowadzić do stopniowego kurczenia się oferty najtańszych modeli.
Według analityków wyraźne odbicie liczby dostaw będzie trudne, dopóki nie poprawi się dostępność pamięci i nie ustabilizują się ceny komponentów. Na razie rynek tkwi w spirali: droższe podzespoły podnoszą ceny urządzeń, wyższe ceny zniechęcają kupujących, a mniejszy popyt nie motywuje producentów do zwiększania zamówień. Przełamanie tego cyklu wymaga poprawy po stronie podaży pamięci, na co branża wciąż czeka.
