Input lag to czas, jaki mija od wysłania sygnału przez komputer (albo od kliknięcia myszką) do momentu, w którym efekt tej akcji faktycznie zobaczysz na ekranie. Podaje się go w milisekundach i odpowiada za niego głównie elektronika monitora: skalowanie obrazu, nakładki, poprawiacze i cała obróbka, którą matryca wykonuje przed pokazaniem klatki.
Nie myl input lagu z czasem reakcji matrycy (GtG). Czas reakcji mówi, jak szybko piksel zmienia kolor, a input lag — ile monitor zwleka z pokazaniem gotowej klatki. Możesz mieć matrycę 1 ms GtG i przy tym opieszałą elektronikę, więc jedno nie zastępuje drugiego.
Na co to realnie wpływa
W grach sieciowych input lag decyduje o tym, czy celownik reaguje natychmiast, czy z ułamkiem sekundy poślizgu. W FPS-ach i bijatykach 30-40 ms potrafi już przeszkadzać, a przy pracy biurowej tej różnicy praktycznie nie wychwycisz. Odczuwalny efekt to raczej wrażenie ospałości kursora niż konkretny, dający się nazwać błąd.
Jakie wartości są dobre
- Poniżej 5 ms — poziom monitorów gamingowych, kompletnie niewyczuwalny.
- 5-15 ms — bardzo dobry wynik, wystarczy nawet do gier rywalizacyjnych.
- 15-30 ms — w porządku do pracy, filmów i gier singleplayer.
- Powyżej 40 ms — zauważysz to przy szybkim ruchu myszką, typowe dla telewizorów bez trybu gry.
Na co uważać
Producenci monitorów rzadko podają input lag w specyfikacji, bo nie ma tu jednej narzuconej metody pomiaru — szukaj wyników z niezależnych testów. Jeśli grasz na telewizorze, koniecznie włącz tryb gry (Game Mode); potrafi ściąć opóźnienie z ponad 100 ms do kilkunastu. Wyłącz też wszystkie ulepszacze obrazu, redukcję szumów i płynny ruch — każdy z nich dokłada klatki opóźnienia.
Input lag warto rozpatrywać razem z odświeżaniem (Hz) i synchronizacją obrazu. Wysoki refresh rate sam z siebie skraca czas oczekiwania na kolejną klatkę, więc 144 Hz zwykle daje lepsze odczucia niż 60 Hz, nawet przy podobnej elektronice.